
Weźmy prosty przykład: spodnie. Facet kupuje nowe spodnie, zakłada na tyłek i nosi przez pół roku, z krótkimi przerwami na pranie, aż się nie zjadą, tak że nogawki obdarte, krocze wytarte i w ogóle ruina. Kobieta inaczej: jakaś tam niteczka wyłazi i już spodnie wędrują na dno szafy.
Inny przykład: kurtka. Jak wiadomo, eksploatacja kurtki w przypadku mężczyzn jest zdecydowanie większa, niż w przypadku kobiet. Kurtka wszak nie służy tylko do utrzymywania ciepła, ale też musi mieć głębokie kieszenie, w których mieszczą się co najmniej dwie puszki piwa. Poza tym dochodzą jeszcze klucze, fajki (jeśli się pali), scyzoryk albo nóż, czasem karty i "warstwa kulturowa", czyli brzydko mówiąc - różne śmieci. W pewnym momencie "warstwa kulturowa" przejawia tendencję do wychodzenia poza granice kieszeni. W przypadku kurtki kobiecej, jeśli mamy do czynienia z wychodzeniem, to tylko z mody.
Kolejny przykład: sweter. Jeśli facet znajduje gdzieś pod warstwą swoich ubrań dawno nie noszony sweter, to jest pewne, że ma on co najmniej dwie dziury (zwykle przynajmniej jedna to tzw. "pojarka", powstała w wyniku przypalenia materiału przez rozżarzoną końcówkę papierosa) i jest sprany w takim stopniu, że pierwotnego nasycenia barwą nie da się określić. Liczne swetry i sweterki znajdywane w zapasach kobiecych ciuchów, choćby i na samym dnie szafy, mają przedziwnie intensywne kolory i brak im jakichkolwiek dziur!
Przykłady można mnożyć. Już nawet nie wspomnę kwestii skarpet, gaci itp.
I choćby wzajemne proporcje ubrań w szafie wonosiły 1:2 na korzyść damskich ciuszków, to przecież te wszystkie spodnie, sweterki i kurteczki mogą się jeszcze przydać naszym paniom. Ale bądźmy szczerzy, panowie, także i my, po wywaleniu na śmietnik wszystkich tych tekstylnych wraków sprzed lat pięciu, ośmiu, a nawet dziesięciu i więcej lat, możemy ze zdziwieniem stwierdzić, że są rzeczy, których nie zakładaliśmy od dawna. Nie zupełne szmaty, ale takie które "wyszły z łask" - choćby dlatego, że nowsza kurtka ma głębsze kieszenie, w nowsze spodnie łatwiej się wcisnąć (to przez tę kurtkę, co mieści więcej browców), a ostatnio kupiony sweter ma dłuższe rękawy, dzięki czemu można ogrzać łapy, kiedy zgubimy rękawiczki podczas weekendowych peregrynacji knajpianych.
I tu dochodzimy do kluczowego pytania: co z tym wszystkim zrobić?!
Otóż jeśli są to rzeczy względnie mało zużyte, których szkoda na szmaty, posłanie dla psa, czy kota lub nie kwalifują się do wywalenia na śmietnik, możemy je oddać do schroniska dla bezdomnych. Musi być spełnionych tylko kilka warunków: najpierw trzeba podjąć się heroicznego czynu, wywalić zawartość szafy i wyselekcjonować rzeczy do oddania. Następnie trzeba je zapakować w jakieś worki. Trzeci warunek: samochód. I czwarty: wiedza, gdzie można to wszystko zawieźć. Ja podsuwam pomysł:
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta
Koło Wrocławskie
ul. bp. Bogedaina 5, PL-50-514 Wrocław
tel. 071/367-12-37, faks 071/336-40-17
bezpłatna infolinia: 0-800-292-137
Oddając nasze rzeczy do schroniska św. Brata Alberta możemy mieć pewność, że trafią one w ręce tych, którzy naprawdę ich potrzebują. Być może zobaczymy je nawet w jednym z fimów, w których jako aktorzy występują bezdomni przebywający w SchroniskuZobacz lokalizację schroniska na mapie.
Drogie Panie! Wprawdzie Brat Albert poszukuje głównie męskich ciuchów, ale także Wasze mało znoszone spodnie i kurtki, które już dawno wyszły z mody mogą się przydać!

0 komentarze:
Prześlij komentarz