25.06.2009

Przerób ćwikły na polskich drogach

Dolny Śląsk. Małopolska. Beskid Żywiecki. Podhale. Gdzie ostatnio się nie ruszę, widzę to samo na naszych drogach. Widzę śmierć w oczach kierowcy jadącego z naprzeciwka samochodu, który musi zjechać na pobocze, żeby potencjalny morderca jadący równolegle ze mną zmieścił się "na trzeciego". Widzę ślady po zdzieranych oponach i odłamki tłuczonego szkła. A czasem widzę też krew.

Niestety, tak wyglądają polskie drogi. Z dreszczem myślę o chwili, kiedy będziemy mieli pełną sieć autostrad i dróg ekspresowych. Jeśli do tego czasu nie zaostrzy się w Polsce radykalnie kar za przekroczenie prędkości i jazdę po pijaku, to czeka nas prawdziwy koszmar. W krajach skandynawskich poradzono sobie z tym problemem w prosty sposób: na kierowców łamiących przepisy nałożono drakońskie kary finansowe. W związku z tym Polak w Norwegii doznaje wciąż zdumienia, kiedy stoi przed przejściem dla pieszych, a samochody jadące z obu stron zatrzymują się i nie ruszą, póki nie przejdzie.

A zatem po pierwsze - naprawdę wysokie kary. A może to za mało? Znajdą się pewnie kombinatorzy, którzy nie zapłacą... W takim razie za przekroczenie prędkości o sto procent wprowadźmy kategorię: usiłowanie morderstwa z wpisem do akt. Może to położy tamę szaleństwu na naszych drogach i będziemy rzadziej czytać doniesienia tego typu:
Aż siedmioro Dolnoślązaków zginęło w ten weekend na drogach. Najtragiczniej skończyła się podróż trzech dwudziestoparolatków z Wrocławia, którzy tuż pod swoim domem przy ul. Mickiewicza zginęli we wraku płonącego auta.
(Janusz Krzeszowski (naszemiasto.pl). Weekend na drogach Dolnego Śląska: siedmiu zabitych

Druga sprawa to kultura jazdy. Nawet wizja koszmarnych konsekwencji nie nauczy posiadaczy samochodów zasad życzliwości. To już jest prawdziwy problem: co zrobić z ta bandą buraków, która zagłusza swoje chamstwo głośnym upc-upc? Potrafią się przeciskać między pieszymi przechodzącymi na pasach na zielonym świetle. Potrafią przejeżdżać na czerwonym świetle i stać następnie na środki jezdni tamując kompletnie ruch. Potrafią trąbić na rowerzystę jadącego ścieżką rowerową przez skrzyżowanie. Potrafią wreszcie przy tym wszystkim wychylić się ze swojej wypasionej lub, co gorsza, zdezelowanej bryki i puścić wiązankę tak czystą, jak powietrze ze starej dętki.

Jaki jest sposób na buraki? Ćwikła lub barszcz. Ale czy pomoże ochrzan lub wlanie w d..., o przepraszam, w zupę? Wątpię. Bo u nas jest kult szybkiej, agresywnej jazdy, wyznawany jednogłośnie przez dealerów motoryzacyjnych, znane postaci pop-kultury, wielu publicystów i parlamentarzystów i kibiców Kubicy. Szkoda, że nie ma takiego samego kultu dobrej nawierzchni i sensownych znaków i przepisów drogowych. Dopóki taka sprzeczność będzie istnieć w mainstreamie, dopóty chaosu na polskich drogach nie da się ogarnąć.

0 komentarze:

Archiwum bloga