Niedawno pisałem o różnych drogach rozwoju NDO. Teraz właśnie Doorg wkracza na nową drogę, przenosząc całą dotychczasową bazę danych na nowy serwer i nową domenę.Kulisy tych przenosin odpowiadały z grubsza ostatnim zjawiskom atmosferycznym: były burzliwe i pełne grzmotów. To był właśnie czas, te ostatnie dwa tygodnie, kiedy ostatecznie kształtowała się grupa decyzyjna. Na początku (w październiku 2008 r.) uzgadnialiśmy, że będziemy tworzyć Radę Autorów. Rada Autorów miała być wybierana co jakiś czas przez wszystkie osoby zaangażowane w projekt, tj. Banitów, biorących udział w dyskusjach na zamkniętym forum. Warto przypomnieć, że jeszcze w zeszłym roku uformowała się rzeczywiście Tymczasowa Rada Autorów, której skład jednak nawet po wyborze się zmieniał. W pewnym momencie paraliż opanował wewnętrzną pracę Doorga. Ktoś musiał w tej sytuacji przejąć dowodzenie. Już wcześniej wotum zaufania większości Banitów otrzymał Maciek Lewandowski. On też, w wyniku ostatnich wydarzeń, stał się osobą faktycznie zarządzającą serwisem. I powinien nią zostać, jako rzeczywisty inicjator goździkowej rewolucji.
Kiedy doszło do realizacji projektu i inauguracji nowego serwisu, wówczas nieformalna jeszcze grupa zarządzająca wybrała moderatorów. Głównym kryterium wyboru nie była jednak merytoryczna ocena dorobku autora-banity, a jego poglądy na dziennikarstwo obywatelskie. W ten sposób Doorg zapewnił sobie homogeniczność grupy moderatorskiej, ale jednocześnie wykluczył większą różnorodność spojrzeń i prawdziwą wewnętrzną dyskusję na temat dziennikarstwa obywatelskiego, która toczy się zresztą od niemal początku istnienia tego zjawiska w Polsce (2006).
Także moje "nieprawomyślne" poglądy na dziennikarstwo obywatelskie wykluczyły mnie z grupy trzymającej moderację, jak nazwałem swego czasu to szacowne grono. Między innymi chodzi o to, że nie zgadzam się z tezą, że dziennikarz obywatelski musi być zawsze obiektywny i bezstronny.
Jeśli chodzi o obiektywizm, to w dziennikarstwie można jedynie (i powinno się) do niego dążyć. Siła mediów obywatelskich może jednak tkwić, moim zdaniem, w subiektywnym ujęciu tematu. Obiektywizm jako zasadę numer jeden lansować mogą ci, którym zależy na tym, żeby dziennikarstwo obywatelskie nie zagroziło pozycji tradycyjnych mediów. Stawiają więc dziennikarstwu obywatelskiemu wymóg obiektywizmu, w rzeczywistości niemożliwy do zrealizowania, jeśli ktoś pisze jako obywatel, a nie dziennikarz. Co więcej, w rezultacie powstaje paradoks: tradycyjne media pod pozorem obiektywizmu stają się coraz mniej obiektywne, a coraz bardziej stronnicze, a dziennikarstwo obywatelskie, kojarzone tak czy inaczej przez
mainstream z amatorszczyzną i brakiem obiektywizmu, ma być ideałem obiektywizmu... Występuje więc rodzaj sprzężenia zwrotnego, które działa na korzyść dziennikarstwa obywatelskiego, ale dopiero w dłuższej perspektywie czasu. Coraz więcej czytelników będzie chciało po prostu poczytać obywatela Tego Atego, niż redaktora Tego Tamtego, bo obywatel Ten Aten, choć jasno opowiadający się po czyjejś stronie (na przykład w sporze między władzą gminy a wspólnotą mieszkaniową itp.), stara się trzymać się zasad, których każdy dziennikarz trzymać się powinien, a redaktor Ten Tamten stara się tylko udawać, że tych zasad się trzyma. Zatem nie obiektywizm, a przedstawienie (choćby w formie skrótowej) racji strony przeciwnej, powinno być regułą.
Wymaganie od dziennikarza obywatelskiego bezstronności jest już kompletnym nieporozumieniem. Jednym z podstawowych praw obywatelskich jest angażowanie się w różnego rodzaju formy aktywności i działalności społecznej. Stając się członkiem jakiejś grupy, czy społeczności (na przykład stowarzyszenia, komitetu itp.), obywatel staje się automatycznie stroną - na przykład w sporze z władzą samorządową itp. Jeśli jest dziennikarzem obywatelskim, jego prawem jest opisać sprawę tak, by przedstawić i poprzeć racje, które uznaje. Dzięki temu można dziś w prosty sposób zadać publicznie pytania o sprawy, które leżą w interesie danej społeczności. Zwykle pod takimi tekstami pojawiają się komentarze drugiej strony, które zarzucają autorowi stronniczość, jak choćby w przypadku materiałów
Andrzeja Pieczyraka, Dziennikarza Obywatelskiego 2008 roku w konkursie Wiadomości24.pl. Ale jakiż to zarzut w sytuacji, kiedy autor walczy o sprawy ważne dla danej społeczności, musząc się choćby zmagać z urzędnikami różnych szczebli? Urzędnikowi też nikt nie zabroni pisać i publikować w internecie...
Pomimo różnych zastrzeżeń, będę obserwował Doorga z życzliwością, jako alternatywę wobec serwisów KDO. Jak wyglądają te ostatnie? No cóż, porównajcie
schemat przedstawiający dziennikarstwo internetowe wczoraj a dziś ze
stroną główną Wiadomości24.pl. Doorg będzie taki, jacy będą autorzy publikujący w serwisie. Czy zasłuży sobie na nowe rozszerzenie
.info, jak również na
dziennikarstwo obywatelskie w nazwie? Czy przyciągnie takich autorów, którzy nie będą obawiać się dobierać do prawdy? Czas pokaże...